RSS
niedziela, 29 listopada 2009
3 tygodnie

Wybaczcie, że ja tylko na jeden temat, ale moje obecne zycie to Filip.

Wygraliśmy prawie wojnę z katarkiem, byliśmy na pierwszym spacerku.

Praktycznie tylko jemy i śpimy :) aaaaaa i ROŚNIEMY!!!

 

a oto skrót fotograficzny minionego tygodnia :)

 

a ja rosnę i rosnę :)))

i bacznie obserwuję świat ...

 

idziemy na spacer!!!!

 

u mamy i taty najlepiej :)

12:48, szymanska25
Link Komentarze (18) »
niedziela, 22 listopada 2009
2 tygodnie

Dziś Moje Szczęście kończy 2 tygodnie. Już 2 tyg :))))))))))))) Zdążyliśmy złapać katar i zgubić kikutka pępkowego- wczoraj.

Mały Miś jest przesłodki. Dużo je, śpi i robi ogromniaste kupki. Robi tez przesłodkie minki. Uwielbia kąpiele i nie znosi czyszczenie noska. Biedaczek mój :/ Jest najgrzeczniejszym dzieckiem jakie znam. Może leżeć pół dnia w swoim łóżeczku i nawet nie zapiszczy. Wystarczy, że ma czysta pupę i pełen brzuszek.

Poza tym zawładnął naszym światem. Tata Mis oszalał zupełnie. Dzielnie zmienia pieluszki, gada z synkiem o świecie i innych męskich sprawach, wstaje w nocy i jest cudny. Pomaga mi bardzo :)

O moich słabościach do synka pisać chyba nie muszę- odbiło mi na maxa. Zdziwione??????? tak też myślałam :)

Ja po cesarce doszłam już zupełnie do siebie, brzuszka już prawie nie mam. Jestem 11 kg na minusie, zostało mi jeszcze 6 do wagi wyjściowej. Czyli nie jest źle :) Pocieszam się, że 3 kg to ważą moje piersi :)))))))))) są teraz takie o jakich zawsze marzyłam hihihi :)))))

 

Miłej niedzieli :)

12:32, szymanska25
Link Komentarze (32) »
piątek, 20 listopada 2009
KATAR :(((((

Filipek ma straszny katar. Od poniedziałku sie męczymy :((((((((

Co to za ohydne wirusy i grypska .

Prosimy o kciuki i ciepłe mysli.

Ja cała w stresie i łzach. Myszorek dzielnie to znosi. Jest kochany- nawet nie płacze podczas czyszczenia noska fridą.

 

 

A to Filipek podczas pierwszej domowej kapieli :)

 

 

p.s. wybaczcie, ale nie moge przestac się nim chwalić :)

19:05, szymanska25
Link Komentarze (20) »
niedziela, 15 listopada 2009
Poród

Poród... nawet nie wiem od czego zacząć. Dziś juz nie potrafię opisać bólu, choć wiem, że bolało jak cholera.

Może poproszę ciężarne o nieczytanie :)

Zaczęło się o 3 w nocy z soboty na niedziele. Jak zwykle po raz enty szłam siku, gdy nagle coś mi poleciało po nogach. wystraszona na maxa pognałam do łazienki i zobaczyłam krew i śluz. To był czop śluzowy. Natychmiast też zaczęłam mieć skurcze. Od 3 do 7 rano regularnie co 8 min. Po 7 wlazłam do wanny z ciepła woda, by się rozluźnić, umyć i dokładnie ogolić :) Byłam spokojna, zrelaksowana. Mama już panikowała, a ja wielce oczytana spokojnie zbierałam siły do porodu.

O 9 skurcze były co 6 min i już nie takie delikatne. Zaczęliśmy się zbierać do szpitala. Misiek latał z moimi torbami, robił sobie kanapki a ja już tylko skupiałam się na skurczach. Bałam sie już bardzo i nawet poryczałam sobie w ramionach mamy. Jak dziecko :)

Przed 10 zajechaliśmy pod szpital, w którym chciałam rodzic. Zbadano mnie i oświadczono, że niestety nie maja miejsc. Miałam rozwarcie na 2,5 palca.  Położna zadzwoniła do 2 szpitali z pytaniem gdzie mnie przyjmą. Pojechaliśmy. Chyba ze strachu skurcze już nie były tak regularne. raz były co 4 min raz co 2. jechaliśmy przez miasto dosłownie 5 min a ja napinałam się w samochodzie, że jak ktoś widział to z boku miał niezły ubaw.

W szpitalu po raz kolejny mnie zbadano /koszmar swoja drogą/, na moja prośbę zrobiono lewatywę. Przebrałam się, Misiek tez dostał piękne wdzianko i poszliśmy na sale porodową. Na początku było OK. Położna powiedziała, że o 15 powinno byc po wszystkim, a była 11. całkiem nieźle pomyślalam, biorąc pod uwagę, ze to mój pierwszy poród. O 13 juz tak nie myślałam. Bolało jak cholera. O 14 przebito mi pęcherz płodowy i okazało sie, że wody są zielone. Spanikowałam. Ból był juz okropny, skakałam na piłce jak wariatka, jakbym chciała wyskakać Maluszka. Darłam sie tez niemiłosiernie. Mały jednak zakleszczył się w kanale rodnym, nie mógł się też przekręcić. O 18 zabroniono mi przeć, choć ja już nie mogłam robić nic innego. Rozrywało mnie. Nagle w sali znalazło się dużo ludzi. Od Miśka wiem, że było 2 lekarzy, z 3 położne. Okazało się, że Maluszkowi i mi spada tętno. Ja podobno traciłam świadomość. Misiek cały czas był ze mną. Widziałam jak płakał. Potem podsunięto mi tylko papier. Coś podpisałam. O 19 wylądowałam na sali operacyjnej. Filipek urodził się o 19:30. zastrzyk w kręgosłup to najmilsza sprawa jaka mnie spotkała podczas porodu. Przyniosła ulgę. Nic nie czułam, było mi jak w niebie. nagle usłyszałam płacz synka. Ryczałam jak wariatka. Przysunięto mi do twarzy malutkie zawiniątko, pocałowałam je w policzek i czułam się najszczęśliwszą kobieta na świecie :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) Byłam MAMĄ!!!!!!!!!!!!!

Potem przewieziono mnie na sale pooperacyjną. Na korytarzu widziałam Miska z mega wielkim uśmiechem na ustach. Powiedział mi na do widzenia, że nasz synek jest najpiękniejszy na świecie. Całą noc nie mogłam spać. Miałam milion myśli. Czy nasz synek nie płacze, czy ma obrączki na rączkach, czy nie jest głodny. Komórka mi wysiadła, ładowarka pod łóżkiem, nie mogłam nawet zadzwonić do Miśka, wysłać sms-a. Dopiero o 4 połozna poszperała mi w torbie i podłaczyła telefon.

Następnego dnia po obchodzie o 8 pierwszy raz wstałam sama z łózka- oj nie było łatwo. Zbierałam się z 15 min zanim wstałam. Udało się. Na pół zgięta umyłam się przy zlewie i zaczłapałam do WC. Pojechałam potem na wózku do mojego synusia. Leżał jak Aniołek wśród rozkrzyczanych dzieci. Wzięłam go na ręce i znów ryczałam. Boże jakie to niesamowite. Tyle razy zastanawiałam się jak wygląda, do kogo będzie podobny. A teraz trzymałam Go w ramionach, całowałam, tuliłam i czułam jak serce mi pęka z miłości, szczęścia. Mogłabym jeszcze raz przeżyć cały poród dla niego, ba nawet 3 takie porody.

Filipek jest niesamowity, grzeczniutki, śpi i je. Prawie nie płacze. Co 3 godz z zegarkiem w ręku budzi się na karmienie. Niestety byliśmy 5 dni w szpitalu, ponieważ zaraził się ode mnie tą diabelna toxoplazmozą i robili mu wszystkie możliwe badania, by sprawdzić czy wszystko jest dobrze. Od dna oka, po usg główki, brzuszka, szereg badań krwi itd. Dzielnie to znosiliśmy, bo to przecież dla dobra Filipka :) Dzięki Bogu badania wyszły idealnie.

Od piątku wieczorem jesteśmy w domku. Jest cudnie. Zamówiliśmy jedynie monitor oddechu, bo wykończyłabym się od czuwania. Mam schizy, a nie chcę zwariować. Chcę mieć też spokojny sen :)

 

 

Kochane dziękuje Wam za wszystkie wpisy, miłe słowa, pamięć, kciuki, myśli itd. To takie miłe i wiele dla mnie znaczy. Jesteście wspaniałe i niezawodne :))))))))))))))))))))))))))))))

 

I jeszcze się pochwalę. Mój śpiący Aniołek :)

 

14:52, szymanska25
Link Komentarze (29) »
sobota, 14 listopada 2009
Filip

Kochane DZIEKUJE :*****************************

Filip ur. 8.11.2009 o 19:30.

Nie było lekko, ale juz tego nie pamietam :)

Jest cudny, kochany i nasz!

Obiecuje długi opis na dniach.

Teraz foto:)

 

21:19, szymanska25
Link Komentarze (20) »
sobota, 07 listopada 2009
Juz za 2 dni termin porodu !!!

A ja ????

-zestresowana

-obolała

-wielka

-zagubiona

-zmęczona

 

Wczoraj po badaniu gin. pani dr oznajmiła, że poród już na dniach, ze organizm gotowy, a ja mam ładować akumulatory i odpoczywać na zapas. Więc wsłuchuje się jak szalona w swój organizm, Maluszek juz mało aktywny, ja chodze jak pingwin. Te ostatnie dni nie należą do najlepszych. Niby samopoczucie psychiczne dobre, ale fizycznie czuję się  dużo gorzej.

 

Nadal liczę na Wasze wsparcie duchowe i czekam... Może urodze dziś, może za tydzień. Cholerka te czekanie mnie dobija :)

 

A to ja 2 dni temu:

13:51, szymanska25
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 02 listopada 2009
Po USG

W piątek byliśmy chyba już na ostatnim USG. Swoje odsiedzieliśmy przed gabinetem, mimo iż wizyta prywatna. Myślałam, ze orła wywinę, bo było mi gorąco, ciężko i nerwy jakies miałam. Oczywiście nadmieniłam to mojej dr, bo na cholere umawiają na godzine, jak potem i tak wchodzę godzine później :/

 

Maluszek przytył :) Waży około 3300g. Długaśny podobno, nogi ma wszędzie :) Pani dr oznajmiła, że brzuszek mi troszkę się obniżył. Poza tym wg usg termin przesunął się z 9 na 12 listopada. W piątek 6 listopada kolejna wizyta i badanko. Moje pierwsze w ciąży! Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale pierwsze badanie. Do tej pory nie miałam nic przeciwko, ale jak naczytam się głupot w internecie to czuje strach, mam milion myśli i nadarłabym się na moja panią dr, ze nie dba o mnie jak należy.

 

Poza tym czuje się dobrze. Nie czuje, ze do terminu zostało już parę dni. Oczywiście już mnie pobolewa tu i ówdzie, ale nie mam żadnych sygnałów przepowiadających, śmigam na kolanach ze szmatą, jestem jak na wysokich obrotach. Zupełnie nie myślę, że to JUŻ! Tylko znajomi jak mnie widzą z brzuchem to sie dziwią, ze ja jeszcze w dwupaku :) wszystko mam juz gotowe, prócz łóżeczka. Pozostawiam to mojemu mężowi, by miał co chłopak robić wieczorem jak ja będę w szpitalu. No i nadal mam pietra :)

 

Dziekuję Kochane za miłe słowa i nadal proszę o kciuki :)))))))) Miłego tygodnia i dużooooooooooo słońca :*

 

 

07:20, szymanska25
Link Komentarze (24) »