RSS
piątek, 13 lutego 2015
urlop

Albo jestem walnięta, albo nie potrafię wypoczywać.

Od poniedziałku mam tydzień urlopu. 9 dni wolnego. W głowie ogrom pomysłów, planów. Ciesze się jak dziecko. Będę z chłopcami więcej spędzać czasu, spacerować, pośpimy dłużej, znajdę czas na książkę, szydełko, poszyję. Wstąpię do SH, nie byłam chyba z pół roku. Umówię sie do kosmetyczki. Same ochy i achy.... i co i wielka duupa :(

Weekend był super, w sobotę bal ostatkowy, tańce do 4 rano, było rewelacyjnie. Niedziela , wiadomo leniwa, trzeba odreagować nocne harce. A w poniedziałek się zaczęło. Na początek 4 dzieci od 8 do 21. Mamie niespodziewanie wypadł wyjazd do Gdańska, siostra w pracy więc dzieci u mnie. Pół dnia było Ok, ale po 15 już warczałam. Kłóciły się, ciągle któreś płakało, ciągle któreś niezadowolone, obrażone, ten chce jeść to, drugi co innego. Modliłam się, by dzień się skończył. Na dodatek moja babcia przyszła z farbą do włosów. Cóż było robić, między czasie bawiłam sie jeszcze w fryzjera... W domu bałagan, podłoga zachlapana sokami, brrrrrrrrrrrrrrr masakra. Chciałam być dobra i miła, to miałam sajgon :(

Wtorek - musiałam pójść na parę godzin do pracy, terminy. Ok nawet szybko się wyrobiłam. Błyskawicznie po zakupy, potem na cmentarz i do domu. Dzieci zostawiłam z moja babcią. Wróciłam, złapałam się za obiad, ale babcie wzięło na ploty. Głupio było nie usiąść i wypić z nią kawy. Poszła to była 17. Wrócił mąż z pracy, pomyślałam będę miała czas dla siebie . Nic bardziej mylnego wpadli Teściowie. Pojechali po 19. Czas na kąpiel i kolację chłopaków.

Środa- na 11 umówiona jestem na bilans z Filipem w przychodni. Wracamy jest 12. O 16:30 dostaje sms-a od koleżanki bym wpadła na kawę. Jedyny miły dzień.

Czwartek znów mam 4 dzieci na stanie. Tym razem do 17. Dzień podobny do poniedziałku. Dodatkowo zachciało mi się robić frajdę dzieciakom, więc robimy wspólnie pączki. Obraz kuchni po smażeniu pozostawię bez komentarza. Najważniejsze, że dzieciaki zadowolone i zajadały się pączkami. By nie było tak miło dostaje okres i ledwo łażę :( Wpada po dzieci mama i zostaje na kawie, ja już nawet nie jestem miła :(((( Mój urlop dobiega końca a ja nie byłam na spacerze, nie wzięłam do ręki książki, nie usiadłam do maszyny. Frustracja sięga zenitu. Dom wygląda jak obora :(

Piątek o 9 dzwoni mama, że wpadnie na chwile, bo chce bym jej zeskanowała parę pism i wysłała mailem, siostra w pracy, więc wpadnie z dzieciakami. mam ochotę schować się do mysiej nory. Jezu to jakiś obłęd.Bogu dzięki jest tylko pół godziny. Świeci piękne słoneczko, w biegu łapie chłopaków i jedziemy nad morze. Spacerujemy 2,5 godziny. Jestem zmarznięta, miesiączkę mam stulecia, brzuch boli, nad morzem brak toalet, ale nie mam zamiaru wracać do domu. Zahaczamy jeszcze o bibliotekę. W domu jesteśmy o 15. Nie zdążyłam zamknąć drzwi za tyłkiem jak dzwoni babcia, czy wypiję z nią kawę. Nie pytajcie jaką mam minę. Mówię, że dopiero wróciliśmy ze spaceru, ze zrobię chłopcom jeść i chętnie, ale dzięki Bogu ona rezygnuje. Ufffffffffff dzwonię do Miśka i krzyczę wręcz , że ja chce do pracyyyyyyyyyyyy !!!!!

Jutro sobota, zaraz niedziela i po moim urlopie :( 9 dni a ja jestem tak zmęczona, tak nieszczęsliwa,  marze o spokoju i wypoczynku.

 

 

21:07, szymanska25
Link Komentarze (17) »